Libacje w Parku Jaworek / fot. mieszkańcy

Libacje w Parku Jaworek. Młodzież pije, przeklina i urządza sobie publiczny szalet. „Czuć po prostu nieraz zioło” – mówi nam jeden z mieszkańców, który ma dość ekscesów młodzieży, która często okupuje plac zabaw i edukuje młodszych od siebie w zakresie łaciny podwórkowej. Policja natomiast zapytana przez nas o sprawę mówi, że każde niepokojące zdarzenie trzeba zgłaszać. 

Młodzież gromadzi się w Parku Jaworek. Od kwietnia, gdy zrobiło się cieplej, sytuacja jest nagminna.

„Czasami są to grupy nawet kilkudziesięciu osób. Osoby te imprezują na placu zabaw, boisku, siłowni plenerowej i w okolicznych krzakach. Aktualnie za kontenerem (który ktoś przywiózł sobie na gruz) który stoi przy ogródkach bloku na Rolnej 58 i Rolnej 60.
Młodzież głośno się zachowuje, przeklina, pije alkohol, pali papierosy, prawdopodobnie palą też marihuanę, gdyż czuć po prostu nieraz „zioło”, śmiecą, przynoszą stare meble na plac” – opisuje sprawę jedna z mieszkanek. „Demoralizują dzieci bawiące się na placu zabaw, korzystają z konstrukcji na placu zabaw przeznaczonych dla dzieci, ciągle puszczają i to często na full głupie piosenki (wulgarne, o tematyce – sex, alkohol, narkotyki itp.). Generalnie opanowali cały ten teren. Dzieci nie mają się gdzie bawić. Mieszkańcy mają ich dość. Sama mieszkam w bloku przy tym placu i idzie oszaleć. Nie mówiąc już o tym że strach wysłać dziecko na plac zabaw” – dodaje.

Reklama

Z murku bloku na ulicy Hierowskiego 27 i w krzakach przy ulicy Rolnej 58 i 60 młodzi imprezowicze zrobili sobie toaletę.

„Nie mają w ogóle wstydu. Nawet przy dorosłych czy dzieciach rozbierają się i załatwiają. Raz czy dwa było tak że pogotowie zostało tutaj wezwane, bo doszło do jakiegoś incydentu. Raz dziewczyna pobiła chłopaka” – opisuje mieszkanka. Z opisów lokatorów pobliskich bloków wynika, że często można tam spotkać odurzonych lub pijanych nieletnich.

„Pijane dziewczyny tańczą na stołach (stół ping-pongowy), młodzież polewa sobie wódkę, piją także z gwinta alkohol” – dodaje. Mieszkańcy mają dość, bo pomimo interwencji na policji, oznaczania na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa, pism wysłanych do instytucji miejskich problem nadal jest.

O sprawę zapytaliśmy na policji. Jak poinformowała nas Barbara Kołodziejczyk w tego typu przypadkach należy zgłaszać sprawę, a nawet gdyby na miejscu nie wykryto naruszeń przepisów to dokumentacja fotograficzna też jest dowodem w sprawie.

Do tematu będziemy wracać. O tę sprawę zapytaliśmy również miasto i straż miejską. Na odpowiedzi czekamy.