Tyszanin miał odurzać swoją partnerkę i ją wykorzystywać. Filmy udostępniał w sieci. Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa w Tychach – dowiedział się portal Tychy24.net. To część większej sprawy, którą ujawniła stacja CNN. W sumie na terenie naszego kraju zarzuty postawiono czterem osobom.
Prowadzenie śledztwa potwierdziła nam prokurator Sylwia Rosik-Kaczmarczyk z Prokuratury Rejonowej w Tychach.
„Dotyczy przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Występuje w niej jeden podejrzany i jedna osoba pokrzywdzona. Podejrzanym jest mężczyzna, mieszkaniec Tychów, osobą pokrzywdzoną jest kobieta. Ze względu na dobro postępowania i ochronę prywatności osoby poszkodowanej nie będziemy udzielać żadnej dalej idącej informacji” – przekazała Tychy24.net prokurator Sylwia Rosik-Kaczmarczyk.
Obecnie nie wiemy, czy chodziło o żonę podejrzanego, czy o jego partnerkę. Wiadomo, że mężczyzna ma 57 lat i jest mieszkańcem Tychów.
Śledztwo prowadzili dziennikarze CNN
To pokłosie sprawy prowadzonej przez dziennikarzy CNN. Dzięki materiałowi stacji kilka miesięcy temu zatrzymano w Polsce mężczyznę podejrzanego o gwałt.
Polak opisany w reportażu CNN o mężczyznach, którzy mieli odurzać swoje partnerki, a następnie je gwałcić i nagrywać, został wtedy tymczasowo aresztowany. Zarzuty mężczyźnie postawiła Prokuratura Rejonowa w Radzyniu Podlaskim w województwie lubelskim. Ostatecznie sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Mężczyzna przyznał się do winy. Ofiarą była jego żona.
Zarzuty dla podejrzanego to efekt jednego z wątków materiału przygotowanego przez stację CNN o procederze gwałtów publikowanych w sieci. Chodzi o tzw. „sleep content”. Jedna ze stron publikujących tego typu treści notuje 60 mln wyświetleń miesięcznie. Filmy miały też być dystrybuowane za pomocą komunikatora Telegram. O zatrzymaniu mężczyzny jako pierwszy informował wówczas Onet. Sprawa trafiła do Wydziału do Walki z Handlem Ludźmi Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.
Podejrzany wtedy został aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu od 3 do nawet 20 lat pozbawienia wolności. Śledczy nie ujawniają dodatkowych okoliczności ze względu na dobro pokrzywdzonej. Od tamtej pory w sprawie zidentyfikowano w sumie czterech obywateli naszego kraju.
