Agnieszka Bronaszewska z psem na zawodach / fot. A. Bronaszewska
Reklama

Straż Miejska narobiła mieszkance Tychów dużo problemów, teraz twierdzi, że nie może rozmawiać o tym zdarzeniu. Przepisy nie pozwalają. Chodzi o sprawę Agnieszki Bronaszewskiej, którą poruszaliśmy kilka tygodni temu. Mieszkanka Tychów przez rok udowadniała w sądzie, że jej psy nie zakłócają spokoju w bloku, w którym mieszka. Jeden z sąsiadów zgłosił sprawę na straż miejską, a ta do sądu. Potem już były zeznania, świadkowie, biegli i wiele godzin odtwarzanych nagrań, dużo straconego czasu i pieniędzy. Po roku okazało się jednak, że psy spokoju nie zakłócają, a zgłaszający sąsiad „wykazuje ponadprzeciętną drażliwość”.

Bronaszewska i jej psy startują jako zawodnicy agility – to sport, w którym czworonogi muszą w krótkim czasie pokonać przeszkody pod kierownictwem swojego przewodnika. Zwierzęta muszą być dobrze wyszkolone i zdyscyplinowane, na bieżąco potrzebują też dużej dozy odpoczynku. „Samo wyszkolenie takiego psa pod sport trwa dwa, nawet trzy lata, żeby móc z tym psem startować na wysokim poziomie” – powiedziała nam Agnieszka Bronaszewska.

Jednemu z sąsiadów pani Agnieszki przeszkadzały psy. Twierdził, że przez wiele godzin w ciągu dnia szczekają, choć inni sąsiedzi tego nie potwierdzili. Straż Miejska w Tychach sprawę skierowała do sądu i tak rozpoczęła się roczna batalia sądowa mieszkanki Tychów. Ostatecznie wygrała w sądzie, ale w sprawie musieli zeznawać inni sąsiedzi, którzy potwierdzili, że psy nie zakłócają spokoju.

W mieszkaniu pani Agnieszka musiała zainstalować monitoring, który był następnie przez wiele godzin odtwarzany w sądzie. Opinię o psach wydał też biegły behawiorysta. Ostatecznie sąd przyznał mieszkance Tychów rację i dodał, że: „pokrzywdzony wykazuje ponadprzeciętną drażliwość, wyrażającą się w składaniu przez niego licznych skarg o niepotwierdzonej zasadności, zauważalną dla jego otoczenia i postrzeganą jako uciążliwa, problematyczna i konfliktowa”.


Posłuchaj rozmowy z Agnieszką Bronaszewską i adwokat Agnieszką Łyp-Chmielewską:


Straż Miejska nie może rozmawiać

Zapytaliśmy tyskich municypalnych, dlaczego skierowano sprawę do sądu, skoro tylko jeden sąsiad skarżył się na psy pani Bronaszewskiej.

„Straż Miejska, działając na podstawie przepisów Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27.04.2016 roku oraz ustawy z dnia 29.08.1997 roku o strażach gminnych, jest uprawniona do udzielania informacji o charakterze ogólnym, dotyczących zasad i podstaw prawnych podejmowanych czynności. Wskazane przepisy nie pozwalają na ujawnianie przez straż miejską, na wniosek osoby trzeciej, informacji o osobie, względem której podejmowane były przez strażników miejskich czynności, gdyż nie należy to do ustawowych zadań straży miejskiej. Z uwagi na powyższe Straż Miejska nie jest uprawniona do przekazywania informacji odnoszących się do indywidualnych spraw konkretnych osób fizycznych ani do potwierdzania lub zaprzeczania faktom dotyczącym takich osób” – przekazała nam Anna Dłubak ze Straży Miejskiej w Tychach.

Dopytaliśmy straż ogólnie, jak wygląda procedura w tego typu przypadkach oraz ile w ubiegłym roku podobnych spraw skierowano do sądu?

„Przepisy nie uzależniają odpowiedzialności za ww. wykroczenie od liczby osób zgłaszających dane zdarzenie. Dla podjęcia interwencji przez Straż Miejską wystarczające jest jedno wiarygodne zgłoszenie, poparte dowodami (np. w postaci nagrań), wskazujące na możliwość naruszenia przepisów prawa. Straż Miejska, w ramach ustawowych kompetencji, dokonuje oceny, czy ujawnione zachowanie może wypełniać znamiona wykroczenia oraz czy zachodzą podstawy do zastosowania środków oddziaływania wychowawczego bądź skierowania wniosku o ukaranie do sądu, natomiast ostateczne rozstrzygnięcie w zakresie odpowiedzialności za wykroczenie należy do niezależnego sądu” – czytamy w odpowiedzi.

Straż podkreśla też, że działa w granicach ustalonych przez przepisy.

„Należy podkreślić, że Straż Miejska realizuje swoje czynności w granicach ustawowych kompetencji, z uwzględnieniem zasady proporcjonalności oraz adekwatności stosowanych środków do charakteru i okoliczności danej sprawy. Celem podejmowanych czynności jest w pierwszej kolejności przywrócenie porządku i spokoju publicznego, a nie represjonowanie mieszkańców. Straż nie rozstrzyga o winie osób, wobec których podejmowane są czynności, ani nie ma wpływu na czas trwania postępowań sądowych lub koszty ponoszone przez strony” – przekazała nam Anna Dłubak.

W 2025 roku funkcjonariusze Straży Miejskiej skierowali do Sądu Rejonowego w Tychach 1 sprawę dotyczącą naruszenia art. 51§1 k.w., tj. „kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.

Monitoring, świadkowie i biegli. Mieszkanka Tychów przez ponad rok musiała udowadniać w sądzie, że jej psy nie zakłócają spokoju

Reklama