Sesja Rady Miasta Tychy / fot. Tychy24.net

Wcześniej dopisała się do listy obecności, teraz chciała przerwania obrad komisji. Tyska radna Ewa Węglarz zdaje się dba o swoją dietę i to bardzo. Znowu groziła jej utrata części diety, tym razem nie dopisała się do listy obecności, już po zamknięciu komisji jak ostatnio, z czego później się wycofała. Tym razem złożyła na piśmie, że chce przerwania komisji. Radna chciała przyjść na jej drugą część, tuż przed dzisiejszą sesją Rady Miasta Tychy. Na to nie zgodzili się jej koledzy i dokończyli obrady komisji – zajęło im to kilkanaście sekund, które radną kosztowały kilkaset złotych diety.

Pod koniec marca pisaliśmy, że radna wpisała się na listę obecności w trakcie Komisji Finansów Rady Miasta Tychy, ale w niej nie brała udziału. Pojawiła się, gdy już posiedzenie zostało zamknięte i dopisała się na listę.

Węglarz zaznaczała w rozmowie z nami, że nie wiedziała, że komisja się skończyła, miała sądzić, że ogłoszono przerwę. – Ona po prostu kłamie – mówił wtedy Tychy24.net Grzegorz Kołodziejczyk z PiS.  – Mówiłem Pani Węglarz, że komisja się skończyła, a ona z premedytacją się wpisała – dodał.

Reklama

Radna chce przerwy

W trakcie ostatniej komisji Finansów Publicznych, która odbyła się 24 kwietnia, radnej Węglarz również nie było. Złożyła pismo przewodniczącemu komisji Michałowi Kasperczykowi, że jedzie na pogrzeb i prosi o przeniesienie „części komisji na inny dzień”. Tak aby mogła złożyć wnioski, a jednocześnie wpisać się na listę obecności.

Na przerwanie komisji kilkanaście sekund przed jej końcem nie zgodzili się członkowie komisji.

Szeregowy tyski radny otrzymuje miesięcznie ponad 2 tys. zł diety. – Radny otrzymuje dietę, która nie jest rozliczana za posiedzenia. Jeżeli jednak Radny jest nieobecny na komisji odejmowane jest 25% – wyjaśniał nam Michał Kasperczyk z Inicjatywy Tyskiej, przewodniczący Komisji Finansów Rady Miasta Tychy.

Od momentu podjęcia decyzji o nieprzerywaniu komisji do jej zamknięcia, radni pracowali jeszcze około 16 sekund.

Radna wpisała się na listę obecności, a nie brała udziału w komisji. Po naszych pytaniach nie weźmie pieniędzy

Reklama