Wzywano pogotowie, były obrażenia, niestety majówka w Wodnym Parku Tychy nie dla wszystkich była udana. Jedna z klientek przebywa na L4 już tydzień, ma problemy z kręgosłupem, a to nie jedyna osoba, która odniosła rany korzystając z nowej inwestycji w Tychach. Skarg jest całkiem sporo jak na początek działalności aquaparku, choć Park Wodny Tychy nie podaje dokładnie ile. – Uraz głowy, kończyn i stłuczenia, alergia skórna u dziecka uczulonego na solankę – to zgłaszano do tej pory pracownikom parku. Wiadomo, że w czasie majówki aż 4 razy wzywano pogotowie, nam udało się porozmawiać z poszkodowanymi i niestety atrakcja za 112 mln zł ma problem.

W zeszłym tygodniu na Facebooku robiło furorę zdjęcie obandażowanej głowy dziecka, które doznało obrażeń na tzw. „Cebuli”. Ta zjeżdżalnia, to jedna z atrakcji tyskiego aquaparku i główna przyczyna jego obecnych problemów.

Dziecko z rozbitą głową

Chłopczyk, który rozbił sobie głowę, a później był szyty w Katowicach-Ligocie nie miał prawa korzystać z tej zjeżdżalni. Dziecko miało 10 lat, ze zjeżdżalni można korzystać dopiero od 13 roku życia, niestety w parku wodnym nikt tego nie pilnuje.

Chłopczyk zjechał 3 maja przed godziną 16.00. Następnie z tyłu głowy zaczęła mu lecieć krew.

– Zaraz powiadomiłam ratownika ale pan nie rozumiał co mówię do niego, dopiero jak zobaczył że leci krew pokazał gdzie mamy iść okazało się, że głowa jest rozcięta, została opatrzona, pani kierownik kazała wezwać pogotowie – mówi nam matka chłopca.

Dziecku ostatecznie założono 3 szwy.

Tutaj pojawia się kilka kwestii, abstrahując od tego, że dziecko w ogóle nie powinno korzystać z tej zjeżdżalni, to dlaczego ratownicy nie reagują, na korzystanie ze zjeżdżalni przez osoby do tego nieuprawnione?

– Każda zjeżdżalnia ma określony próg wiekowy uprawniający do korzystania z niej. Dzieci do lat 13 mogą korzystać z Wodnego parku tylko pod opieką dorosłych – tłumaczy nam Michał Łyczak z Wodnego Parku Tychy. – Dzieci nie posiadają ze sobą wewnątrz obiektu legitymacji szkolnej i to rodzice decydują o możliwości korzystania z poszczególnych zjeżdżalni – dodaje.

Druga kwestia, to brak znajomości języka polskiego przez ratowników. Na to, że trudno się porozumieć z ratownikami w czasie jakiegokolwiek zdarzenia narzekali nie tylko nasi rozmówcy, ale też mieszkańcy na profilu Wodnego Parku Tychy na Facebooku.

– Część ratowników to Polacy, a część pochodzi z Ukrainy. Wszyscy Ukraińcy uczą się polskiego, aby móc jak najlepiej komunikować się z gośćmi Wodnego Parku Tychy. Niektórzy z nich mówią już płynnie po polsku – zaznaczają w Wodnym Parku Tychy.

30 kwietnia głowę w tyski aquaparku rozbiła sobie studentka, pani Małgorzata. Uderzyła o plastik w trakcie zjazdu rurą.

– Uderzenie było na tyle mocne że chłopak z którym byłam zawołał pomoc medyczną, na początku byłam splątana, ciężko było złapać ze mną sensowny kontakt. Pomoc medyczna zajęła się mną, dała lodu. Z racji tego że ból nie ustępował zdecydowaliśmy się wezwać karetkę. W szpitalu wykonano mi tomografie, nie wykazało krwiaka więc wypuszczono mnie do domu. Lekarz powiedział że mam mocne stłuczenia głowy i muszę prowadzić oszczędzający tryb życia – mówi nam poszkodowana. – Zaznaczam że z zjeżdżalni zjeżdżałam prawidłowo, czytałam regulamin przed wejściem na nią i nie robiłam nic niezgodnego z nim. Moim zdaniem zjeżdżalnia ta jest nieprawidłowo wyprofilowana, bo z tego co wiem to nie tylko ja uległam takiemu wypadkowi. Zresztą wystarczy przeczytać choćby opinie na Google, wszyscy piszą że uderzają głową na żółtej zjeżdżalni – dodaje. Małgorzata również podkreśliła nam, że jej chłopak miał problem z porozumieniem się z ratownikiem.

– Ratownicy są obcokrajowcami, podchodzi się do nich prosząc o jakąkolwiek pomoc po wypadku, a oni nic nie rozumieją więc nie potrafią pomóc – podkreśla w rozmowie z nami.

Zapytaliśmy w Wodnym Parku Tychy, czy spółka zamierza zabezpieczyć dodatkowo zjeżdżalnię lub tymczasowo wyłączyć ją z użytkowania.

– Każdego dnia przed rozpoczęciem korzystania ze zjeżdżalni przez klientów najpierw sprawdzają je i dopuszczają do korzystania ratownicy. Zjeżdżalnie są dobrze przygotowane i nie wymagają dodatkowych zabezpieczeń. Osoby, które korzystają z nich zgodnie z zasadami i regulaminem nie skarżą się na jakiekolwiek stłuczenia czy otarcia – mówi Michał Łyczak rzecznik prasowy inwestycji.

Będzie pozew

Sasha Stetsiuk odwiedziła Wodny Park Tychy na początku maja i do dzisiaj żałuje. – W parku wodnym w Tychach byłam 1 maja, akurat na majówkę, którą później spędziłam w kołnierzu i z mocnymi lekami – mówi. – Przeczytałam oczywiście regulamin zjeżdżalni, zanim zjechałam, oraz miałam poprawną pozycje. Zjeżdżalnia Cebula, z resztą, nie należała do trudnych. Bardzo szybko nabrałam dużą prędkość, co mnie zaczęło niepokoić jeszcze w samej rurze i kilka sekund później wyleciałam do leja (cebuli) i w tym momencie uderzyłam się całym swoim ciężarem o głowę – relacjonuje Sasha Stetsiuk. Zaraz po niej zjeżdżał jej chłopak, który podczas zjeżdżania dorobił się dużego czarnego siniaka. Stetsiuk również miała problem z porozumieniem się z ratownikiem.

– Po wyjściu z basenu powiedziałam siedzącemu obok ratownikowi, że ze zjeżdżalnią zdecydowanie jest coś nie tak, że bardzo mocno uderzyłam się głową. Na co ratownik absolutnie nie zareagował, a tylko wzruszył ramionami… dopiero później się zorientowałam, że on po prostu nie mówi po polsku – podkreśla klientka parku wodnego. Do niej nie wzywano pogotowia, ostatecznie sama się udała do lekarza.

– Głowa mnie bolała całą noc, ale myślałam, że to nic poważnego. Dlatego na izbę przyjęć pojechałam na następny dzień, kiedy zaczęło mi się kręcić w głowie i gdy zaczęła mnie bolec szyja. Miałam zrobioną tomografie, po czym wyszło że mam stłuczenie głowy i skręcony dolny odcinek kręgosłupa. Później byłam też prywatnie u fizjoterapeuty. Od tego czasu jestem na L4 – mówi Sasha Stetsiuk i zapowiada walkę o odszkodowanie z Wodnym Parkiem Tychy.

A wy jakie macie doświadczenia z „Cebulą” ?

Komentarze

komentarz

Reklama