Autobus w Tychach / fot. Tychy24.net

Fundacja Transgresja we współpracy z akcją „Masz Głos” sprawdziła dostępność komunikacji miejskiej na terenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii dla osób z niepełnosprawnościami sensorycznymi. W skład GZM wchodzą również Tychy. Wydawać by się mogło, że jest dobrze, ale przeczą temu fakty i doświadczenia zebrane w trakcie prac nad raportem pt.: „Dostępność autobusowo-tramwajowej komunikacji publicznej dla osób z niepełnosprawnościami sensorycznymi na terenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii”. „Korzystając na co dzień z transportu publicznego w różnych miastach i gminach wchodzących w skład metropolii mamy poczucie, że nie jesteśmy traktowani na równi z innymi pasażerami, a często po prostu dyskryminowani” – piszą twórcy raportu.

Publikacja została opracowana przez zespół badawczy, w skład którego wchodziły osoby głuchoniewidome, a więc takie, które mają jednoczesną dysfunkcję wzroku i słuchu. Ta dysfunkcja jest na różnym poziomie, czasami zdecydowanie przeważa uszkodzenie słuchu, w innym przypadku uszkodzenie wzroku. Od czerwca do października twórcy raportu rozmawiali z kilkudziesięcioma osobami z niepełnosprawnościami sensorycznymi (z uszkodzonym wzrokiem i/lub słuchem), które podróżują na trasach GZM. Pod lupę wzięto nie tylko same autobusy i tramwaje, ale także infrastrukturę towarzyszącą podróży – jak przystanki, dostępność rozkładów jazdy, czy aplikacje mobilne służące do planowania podróży.

Przystanki

Tutaj problemów jest niestety wiele i ciągle się piętrzą. Po pierwsze dużym kłopotem dla osób niewidomych jest brak standardów odległości wiaty przystankowej od zatoki, w której zatrzymuje się autobus. Są przystanki, gdzie kilkanaście metrów od wiaty zatrzymuje się autobus.

Reklama

„Przykładem może być tu przystanek Katowice Mariacka, gdzie autobus mija wiatę i zatrzymuje się dopiero za nią, czy Katowice Ochojec Lechicka w stronę Mikołowa, gdzie oddalenie wiaty przystankowej od miejsca, gdzie zatrzymują się autobusy jest wyjątkowo duże” – czytamy w raporcie.

„Kiedyś czekałam 30 min. na autobus linii 12. Według rozkładu autobus powinien jechać co 10 minut i przepuściłam trzy pojazdy. Nie wiedziałam, że one się zatrzymują dalej. Jeżeli słyszałam jakiś silnik, to myślałam, że to ciężarówki. Ja przecież stałam na przystanku” – mówi niewidoma Anna, która podzieliła się niedobrymi doświadczeniami z katowickim przystankiem.

Inna sprawa to System Dynamicznej Informacji Pasażerskiej – czyli tablice, które pojawiły się przy przystankach, Tablice są wyposażone w specjalne przyciski, te odczytują, które autobusy niebawem przyjadą na przystanek. Czasami jest to bardzo długi proces, gdy przystanek jest mocno wykorzystywany – przykładem tutaj jest choćby Katowice – Plac Wolności. Inna sprawa, że same tablice są ustawione w różnych odległościach od przystanków, więc niewidomi mają duży problem z ich zlokalizowaniem. Nie stosuje się też linii naprowadzających osoby niewidome do nich.

„Dużym problemem dla osób niewidomych jest brak na wielu przystankach pól uwagi, czyli płyt w wypustkami, które są wyczuwalne przez białą laskę lub podeszwę buta i informują o zbliżaniu się do krawędzi peronu przystankowego. Pola te powinny znajdować się tylko na wysokości przystanku, co nie zawsze ma miejsce. Negatywnym przykładem jest przystanek tramwajowy Katowice Dworzec PKP, gdzie linia ciągnie się nie tylko wzdłuż przystanku, ale znacznie dalej, aż do przejścia dla pieszych” – czytamy w raporcie.

Inna sprawa, że w pobliżu pól uwagi umieszczone są zazwyczaj rozkłady jazdy na słupkach – często wpadają na nie niewidomi. w Katowicach (np. na Dworcu autobusowym pod dworcem pkp) pola uwagi nie mają przerw, które wskazywałyby na stanowiska. w Tarnowskich Górach na dworcu wyraźnie zaznaczono przerwy i przez to wiadomo, że niewidomy mija poszczególne stanowiska. Zresztą podziemie dworca PKP w Katowicach jest bardzo nieprzyjazne dla osób niewidomych – trudno im odnaleźć schody prowadzące na górę dworca.

Same rozkłady jazdy dla osób słabowidzących są bardzo nieczytelne. Niewidomi narzekali, że na przystankach Sokolska i Katowice Plac Wolności autobusy nie podjeżdżają do krawężnika, co utrudnia im skorzystanie z przejazdu.

„Dla osób niewidomych bardzo niebezpieczne są przystanki tramwajowe, gdzie nie ma wysepek, a tramwaje zatrzymują się na środku jezdni. Przykładem może być tu np. przystanek Świętochłowice Muzeum Powstań Śląskich. Jeśli jest duży hałas uliczny osoby niewidome nie są pewne, czy tramwaj który słyszą stanął po ich stronie jezdni czy po przeciwnej” – mówi Krzysztof Wostal z fundacji „Transgresja”, który sam jest osobą głuchoniewidomą.

Autobusy i tramwaje

Na terenie gmin GZM niewidomi ciągle mają problem z uzyskaniem informacji na temat tego jaka linia przyjeżdża na przystanek. Bywa, że uda się tego dowiedzieć od osoby postronnej stojącej na przystanku, ale np. próby dowiedzenia się tego od pasażera w autobusie kończą się w wielu przypadkach po prostu odjechaniem pojazdu.

„Dodatkowo – częściej w autobusach niż w tramwajach nie ma zapowiedzi głosowych, bo są wyciszane przez kierowców. Nieraz zdarza się także, że zapowiedzi głosowe są, ale zupełnie nie odpowiadają rzeczywistości i wchodząc np. do pojazdu na przystanku Chorzów AKS dowiadujemy się, że następnym przystankiem będzie Śląski Ogród Zoologiczny. Rozwiązaniem byłaby tu blokada wyciszania wiadomości głosowych oraz ich powiązanie z tym, co jest widoczne na elektronicznych wyświetlaczach” – czytamy w raporcie.

Inna sprawa to autobusy elektryczne, które są tak ciche, że niewidomi czasami nawet nie wiedzą, że pojazd podjechał na przystanek, zwłaszcza przy ruchliwej ulicy.

„Osoba niewidoma korzystająca z transportu publicznego zawsze w jednej ręce trzyma białą laskę. Podobnie jak inni pasażerowie nieraz niesie też jakąś torbę, którą trzyma w drugiej ręce. To powoduje, że wewnątrz pojazdu brakuje jej już rąk, żeby się chwycić, co może stanowić zagrożenie nie tylko dla samej osoby z niepełnosprawnością, ale także dla innych pasażerów. Ważne jest więc, aby w pojazdach były dedykowane miejsca dla osób z niepełnosprawnością. Zdajemy sobie sprawę, że najczęściej takie miejsca się znajdują, lecz ich umiejscowienie nie jest ustandaryzowane, co powoduje, że trudno je zlokalizować osobie niewidomej. Prostym rozwiązaniem jest umiejscowienie takich siedzisk zawsze w jednym miejscu, np. po lewej stronie od każdych drzwi” – tłumaczy Grzegorz Wójkowski, koordynator akcji „Masz Głos” w województwie śląskim i prezes Stowarzyszenia „Bona Fides” z Katowic.

Problem z aplikacjami

Problemem na obszarze GZM jest brak aplikacji do rozkładów jazdy dostępnej dla osób niewidomych, które samodzielnie chcą w domu lub będąc już na przystanku zaplanować swoją podróż tramwajem czy autobusem.

„Aplikacja Jak dojadę, która wykorzystuje API udostępniane przez ZTM jest prawie zupełnie niedostępna. Nieco lepiej wygląda aplikacja mobileMPK na system android, ale ona także nie jest w pełni dostępna. Niedawno pojawiły się informacje w aplikacji z mapami google, które są co prawda w pełni dostępne, ale nie ma w nich wielu koniecznych informacji. Przykładowo nie da się tu sprawdzić rozkładu jazdy określonej linii autobusu na wybrany dzień” – podkreślają w raporcie autorzy. „Aplikacja M2GOinfo, która została stworzona przez ZTM jest prawie w całości niedostępna na system iOS oraz bardzo słabo na system Android. Ponad to nie spełnia wymogów Ustawy o dostępności stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych w zakresie tej dostępności oraz posiadania Deklaracji Dostępności” – czytamy w raporcie.

Twórcy dokumentu postulują stworzenie aplikacji, która będzie w pełni dostępna dla niewidomych i działająca zarówno w ramach systemu Android jak i iOS.