Montaż tabliczek na Placu Baczyńskiego / fot. MZUiM Tychy

Tychy zostały mocno skrytykowane za system identyfikacji ulic i placów. Bo Katowice chcą podobny, w nieco innej kolorystyce. To nie spodobało się m.in. przedstawicielom Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Nie tylko słano protesty do prezydenta Katowic w tej sprawie, to jeszcze nie zostawili na tyskim systemie suchej nitki. Tym samym, który od lat funkcjonuje w mieście i do tej pory nikt się na niego nie skarżył.

W Katowicach Miejski Zarząd Ulic i Mostów rozstrzyga przetarg na System Identyfikacji Miejskiej i wpłynęła jedna oferta na około 11,5 mln zł.  Oznakowanie ma powstać według koncepcji przygotowanej przez Przedsiębiorstwo Projektowo-Usługowe “Linia” z Wrocławia. To dokładnie to samo oznakowanie, które od 2011 roku wprowadzone jest stopniowo w Tychach.

Na Komisji Rozwoju Rady Miasta Katowice dyskutowano na temat tyskiego systemu, pojawili się przedstawiciele ASP. Mocno krytykowano oznaczenia ulic według projektu firmy „Linia”. „Wszystko jest źle” – usłyszeli radni. Jeden z nich – Dawid Durał dopytywał właśnie o Tychy.

„Czy państwo w jakiś sposób oponowaliście jeżeli chodzi o miasto Tychy, czy była jakaś reakcja tutaj ASP w tym zakresie. Chciałem państwa zapytać dlaczego w Tychach tak, a w Katowicach nie” – pytał Dawid Durał.

„Ja osobiście zobaczyłam go 1,5 roku temu na ulicy, muszę powiedzieć, że zatrzymałam auto żeby sfotografować i użyć jako przykładu dla studentów, czego absolutnie nie powinno się robić na przestrzeni publicznej. To jest aż tak zły przykład” – mówiła prof. Justyna Kucharczyk z ASP. – „Nie sądzę żeby zasadnym było wprowadzenie systemu, o którym wiemy, że posiada błędy w najważniejszym mieście regionu jak również w innych miastach. Moim zdaniem miasto Tychy będzie musiało konsumować ten przykry projekt jeszcze przez wiele lat. Trudno mi powiedzieć dlaczego to miało miejsce” – dodała.

Profesor zaznaczała, że proponowany system jest tak zły, że nie da się go poprawić.

„Tutaj jest wszystko źle. Są złe kroje pisma, jest podział tabliczki w pionie” – mówiła profesor. „Tutaj pierwszą najważniejszą literę – zmieniamy jej hierarchię czytelności, to jest absolutny błąd. Zastosowano krój pisma, który jest darmowy, krój pisma, który się nie nadaje do projektowania informacji. Nie spełnia warunków przy odczycie przy zmiennych warunkach pogodowych. Nie nadaje się dla osób starszych. Jak możemy poprawić to, wszystko jest źle” – wyliczała prof. Kucharczyk.

Wyliczone wady systemu

Wtórował jej prof. Marian Oslislo.

„Dostajemy system, który jest w wielu momentach wadliwy i niedoskonały, delikatnie mówiąc. Czy Katowice chcą coś takiego zrobić, bo wydaje mi się to czymś nieprawdopodobnym” – mówił.

Akademia swoje, życie swoje

System wdrażany w Tychach od lat na razie nie odnotował żadnej skargi ze strony mieszkańców oraz innych użytkowników. Nikt nie narzekał na jego czytelność – która nawet podczas jazdy samochodem jest co tu dużo mówić – dobra.

Aktualnie połowa Tychów jest objęta nowym systemem identyfikacji.

„Śmiało możemy powiedzieć, że rozwiązanie sprawdza się w praktyce i cieszy się bardzo dużym  zainteresowaniem tyszan. Do tego stopnia, że mieszkańcy dzwonią i pytają kiedy ich osiedle zostanie objęte systemem” – wyjaśnia Agnieszka Kijas z Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów w Tychach. – „Co ważne, na System Informacji Miejskiej, jaki działa w Tychach nie wpłynęła żadna skarga. Nigdy, żadne środowiska nie podważały jego czytelności.  Zdarzały się naprawdę sporadyczne sytuacje, że mieszkańcy rezygnowali z wprowadzenia nowego oznakowania, co najczęściej miało miejsce na domkach prywatnych i to w pierwszej fazie wdrażania projektu. Wiązało się to w dużej mierze z indywidualną estetyką konkretnego budynku.  Teraz, kiedy już prawie połowa miasta jest oznakowana w ten sposób, to ci sami ludzie, którzy początkowo odmawiali montażu, od których my mamy podpisany dokument z brakiem zgody na to, żeby na jego domu pojawiła się taka tablica, sami nas proszą żebyśmy to oznakowanie wymienili, co oczywiście robimy” – dodaje.

W Katowicach właśnie rozstrzygają przetarg na wprowadzenie nowego oznakowania – ma kosztować około 11,5 mln zł.