Tysiące osób manifestowało w Tychach. Budynku kościoła pilnowali tzw. „obrońcy”. W tłumie mężczyzna odmawiał różaniec – modlił się idąc z manifestującymi. Ogromna manifestacja przeszła ulicami Tychów, z boku – idąc równolegle do marszu – ktoś kilka razy odpalił petardy, ale generalnie manifestacja była bardzo spokojna.

Tłum zebrał się na Placu Baczyńskiego, wyruszył ulicami miasta. Skandowano m.in. „je*** PiS” czy „Kaja Godek, piekło kobiet”. Słychać było też m.in. „z kobietami nie wygracie” i „rewolucja jest kobietą”. Przemarsz szedł m.in. al. Bielską, al. Piłsudskiego, ulicą Wyszyńskiego aż na Plac pod Żyrafą, gdzie wykonano amatorsko utwory muzyczne nawołujące do wolności, śpiewano też hymn.

Wśród protestujących pojawił się mężczyzna, który chodził z różańcem w dłoni i odmawiał modlitwę. Osoby, które chciały z niego zakpić były upominane przez innych uczestników marszu.

Niewielka grupa broniła kościoła

Na wysokości kościoła pod wezwaniem św. Krzysztofa zebrało się około 30 młodych mężczyzn, którzy pojawili się, aby pilnować terenu parafii przed dewastacją. Do tego typu przypadków doszło m.in. w Katowicach – tam zdewastowano m.in. Archikatedrę Chrystusa Króla.

Przy wielotysięcznym tłumie byli praktycznie niezauważalni, zresztą nie mieli przed kim bronić budynku kościoła. Organizatorzy apelowali do manifestujących o powstrzymanie się od jakichkolwiek dewastacji.

„Wśród nas są osoby wierzące” – mówili.

Tłum spokojnie przeszedł ulicami miasta na Plac Pod Żyrafą, gdzie ostatecznie zakończono manifestację. Policja bardzo sprawnie blokowała trasę przemarszu, co uczestnicy „spaceru” nagrodzili pod koniec brawami.