Czy Jeep prezydenta to urzędnicza rozpusta? Raczej nie, ale trudno bronić jego wyposażenia. Po co w Tychach napęd 4×4? Skoro podnosi cenę pojazdy i sprawia, że samochód więcej pali. Rozmawiamy dzisiaj z redaktorem Zdzisławem Barszewiczem z dwutygodnika „Nowe Info”, który przypomina, że podstawą działalności miasta jest zaspokajanie zbiorowych potrzeb mieszkańców.  – Jeżeli gmina kupiła prezydentowi samochód służbowy. Nowy, uterenowiony – tak bym powiedział – to znaczy, że w ten sposób zaspokoiła zbiorową potrzebę mieszkańców – mówi Zdzisław Barszewicz.


Posłuchajcie rozmowy ze Zdzisławem Barszewiczem z dwutygodnika „Nowe Info”:


Przypomnijmy, prezydent Tychów ma nowy pojazd – Jeepa Comapass, który kosztował 137 tys. zł. SUV jest wyposażone w napęd 4×4. Zdaniem redaktora Barszewicza, pojazd służbowy prezydentowi Tychów się należy. Ważną kwestią jest dobór kryteriów podczas wybierania pojazdu.

– Z tego co ja wiem, gmina Tychy do górskich gmin nie należy, swojego położenia geograficznego nie zmieniła, drogi jakie są takie są, no ale w zasadzie asfaltowe – podkreśla Barszewicz i zastanawia się dlaczego kupiono pojazd z napędem 4×4. To pierwszy pojazd wyposażony w taki napęd w historii miasta Tychy. – Pozostaje pytanie, gdzie prezydent takim samochodem będzie jeździł i na jakie niebezpieczeństwa do tej pory był narażony jeżdżąc samochodem bez napędu 4×4 – zastanawia się redaktor.

Z informacji brasy branżowej wynika, że pojazd z napędem 4×4 kosztuje nawet 18 tys. zł więcej niż taki ze zwykłym napędem. Do tego rosną koszty eksploatacji – po prostu pali więcej.

Barszewicz zauważył również, że trasa między miejscem zamieszkania prezydenta oraz urzędem wiedzie przez główne ulice miasta oraz wytyka pewną niekonsekwencję tyskiemu magistratowi. Z jednej strony miasto kupuje Jeepa, z drugiej urzędnicy mają odchodzić od samochodów służbowych i przesiadać się na elektryczne rowery.

Więcej w rozmowie.

Komentarze

Reklama