Mieszkanka Tychów przelała sobie milion zł, premie dała też kolegom. Obniżyli jej czas pracy z powodu pandemii, to sprawiło, że 47-latka postanowiła sobie wynagrodzić ostatnie 18 lat pracy – upokorzeń, szantażu, mobbingu i stresu. Przynajmniej tak tłumaczyła się w prokuraturze, która jej wyjaśnienia uznaje za raczej mało wiarygodne. Cała sprawa natomiast jest podszyta dużą dozą naiwności ze strony sprawczyni, która najwyraźniej naoglądała się za dużo filmów.

O tym, że kobieta przelała sobie milion złotych z konta firmy, u której pracowała informowaliśmy na początku maja, ale jak się okazało sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Kobieta miała pełnomocnictwa do działań księgowych, ale nikt nie spodziewał się, że będzie chciała wyprowadzić z firmy tak duże pieniądze.

Chodzi o przedsiębiorstwo z siedzibą przy ul. Grota Roweckiego w Tychach. Pracownikom wręczono tam zmiany warunków umowy w związku z pandemią. Wszyscy mieli przejść na 3/4 etatu, a ich wynagrodzenie zmniejszyłoby się proporcjonalnie o 20-25 %.

To – jak tłumaczyła 47-latka prokuraturze – przelało czarę goryczy. W firmie miała być przez 18 lat praktycznie „ciemiężona”. Na to jednak dowodów żadnych prokuratura nie znalazła. Nie było też anonimowych zgłoszeń do Państwowej Inspekcji Pracy.

Dała premie sobie i kolegom

Kobieta 4 maja przelała sobie milion złotych, dokonała dwóch przelewów na kwotę ponad 300 tys. zł i jeden na 210 tys. zł. Przelała także 18 tys. zł innym pracownikom. „Co najmniej jednej osobie” – usłyszeliśmy w Prokuraturze Rejonowej w Tychach. Pracownica, która otrzymała 3 tys. zł z puli 18 tys. zł sama zwróciła pieniądze na konto firmy.

47-latka przelane sobie „nagrody i premie” szybko przepłaciła na inne konto, ale udało się policji zablokować te pieniądze. Nic nie wydała.

Szefostwo firmy od razu zorientowało się, że pieniądze zniknęły z konta, to nie był zysk firmy, a pieniądze w obrocie służące do m.in. opłaty zobowiązań. Kobieta dzień po zdarzeniu – 5 maja – została zatrzymana, już nie przebywała w swoim miejscu zamieszkania.

Jak powiedziała nam Monika Stalmach-Ćwitkowska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Tychach, 47-latka została aresztowana na 3 miesiące.

Śledztwo w sprawie ciągle jest prowadzone.

Komentarze

Reklama