Nowy autobus, który uderzył w wiadukt na Glince może trafić do kasacji, po tym jak kierowca chciał sobie skrócić drogę. Obecnie PKM Tychy czeka na rzeczoznawcę, który oceni szkody. Te mogą być duże, bo pojazd z impetem uderzył we wiadukt i stracił przez to butlę z gazem. Możliwe, że została naruszona konstrukcja pojazdu, to oceni rzeczoznawca. Nowy pojazd może zostać zakwalifikowany jako szkoda całkowita.

Do tego dość nietypowego zdarzenia doszło w poniedziałek rano na ulicy Glinczańskiej, przy słynnym wiadukcie, który do tej pory nie miał kontaktu z pojazdami komunikacji miejskiej – bo żadna linia autobusowa nie przebiega tą drogą.

Kierowca wyjechał z opóźnieniem z bazy PKM i postanowił sobie skrócić drogę przez Glinkę. W autobusie nr 131 nie było pasażerów. Ostatecznie uderzył w wiadukt kolejowy i zerwał butlę z gazem, które napędzały pojazd. Uszkodzeniu uległ bus marki MIMI, który kosztuje ponad 730 tys. zł. Do Tychów pojazd trafił kilka miesięcy temu.

– Kierowca autobusu jest pracownikiem firmy zewnętrznej świadczącej usługi kierowania pojazdami dla PKM Tychy. Ma 28 lat, a autobusy prowadzi od ponad 2 lat. Jednocześnie Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej w Tychach oświadcza, iż ul. Glinczańską nie przebiega, żadna linia autobusowa, a do zdarzenia doszło w wyniku ludzkiej pomyłki. Po dzisiejszej sytuacji zostaną podjęte działania, mające na celu wyeliminowanie podobnych zdarzeń w przyszłości – napisał w oświadczeniu Miłosz Stec, prezes PKM Tychy.

Jak się dowiedzieliśmy od rzecznika prasowego PKM Tychy Michała Kasperczyka, jeszcze w tym tygodniu na zajezdni pojawi się rzeczoznawca, który oceni szkody wyrządzone zdarzeniem. Nie jest wykluczone, że autobus zostanie zakwalifikowany jako tzw. „szkoda całkowita” i równowartość pojazdu zostanie zwrócona z ubezpieczenia.

Komentarze

Reklama