Ulicami Tychów przeszedł marsz w obronie praw kobiet. Był cieniem poprzednich spacerów. Po pierwsze, był nie tylko znacznie mniejszy, to jeszcze znacznie mniej zdecydowany. Organizacyjnie też nie wypadł najlepiej, bo prowadzący w czasie rzeczywistym próbowali wymyślić hasła żeby porwać manifestujących – ale jakoś nie specjalnie im szło.

Kilkaset osób wyszło na Spacer po Tychach, tym razem w rozpoczęli idąc aleją Piłsudskiego, wymarsz miał miejsce z parkingu przy Tyskich Halach Targowych. Organizatorzy, a właściwie prowadzący pochód mieli problem z porwaniem tłumu do skandowania haseł pro-kobiecych. Kiedy przód pochodu krzyczał jedno, środek zupełnie coś innego.

„Myślę, czuję, decyduje” – próbował wykrzykiwać na początku mężczyzna z megafonem, odpowiedź zgromadzonych była raczej niewielka. Dalej próbowano rozruszać tłum hasłami anty-PiS, było lepiej, ale też szło opornie. Kiedy przód wołał „Je*** PiS” to trzech mężczyzn w środku wrzeszczało „Marawiecki h** zdradziecki”. Większość zebranych szła wtedy w milczeniu.

Chwilę później osoby na czele pochodu dyskutowały nad hasłami. Propozycja, która padła to „chodźcie z nami, je*** PiS”.

Generalnie nie było tej samej energii i entuzjazmu, co podczas pierwszych dwóch marszy. W trakcie pochodu ludzie po prostu odłączali się od manifestujących, część szła z boku.

Ktoś krzyknął, że trzeba podziękować policji, następnie rozległy się krzyki „Dziękujemy, dziękujemy” z megafonu, ale też jakoś nie porwało to tłumów, bo np. tyły raczej nie wiedziały, za co i komu dziękują. Dopiero później padło „brawa dla policji”, chwilę wcześniej policja odgrywała komunikat na temat nielegalności owego zgromadzenia.

„To przecież gów**arstwo idzie wielkie” – stwierdził jeden z obserwujących pochód na ulicy Sikorskiego.

„Rewolucja jest kobietą” – skandowano  także w trakcie marszu. Za manifestującymi jechała dość pokaźna grupa trąbiących samochodów i je było najbardziej słychać.