Dron / fot. UM Katowice

W Tychach ludzie wygaszali piece, bo dron latał i sprawdzał czym palą. Miasto natomiast nie kupi takiego urządzenia, bo prezydent nie widzi potrzeby posiadania tego typu sprzętu. „Dron jest bardziej PR-owskim pociągnięciem” – powiedział Andrzej Dziuba, prezydent Tychów. To „PR-owskie pociągnięcie” jest wykorzystywane m.in. w Katowicach.

Katowice co prawda nie kupiły urządzenia, ale wynajmują je wraz z pilotem i obsługą do kontroli pieców. Takie urządzenie jest w stanie szybko sprawdzić czym pali się w danym kominie, ale tak czy inaczej do ewentualnej kary lub sprawy w sądzie, strażnicy miejscy muszą wejść na teren posesji i pobrać próbkę popiołu z pieca. Badanie dronem nie ma znaczenia dla sądu.

„To urządzenie byłoby dobrze wykorzystywane w celu poprawienia jakości powietrza” – mówił na sesji Rady Miasta Tychy, Marek Gołosz, tyski radny PiS. „Tychy mogłyby w ten sposób wspierać strażników miejskich” – dodał.

Reklama

Prezydent Tychów, Andrzej Dziuba powiedział, że posiadanie takiego drona do badania jakości powietrza, nie wpływa na samą jakość powietrza. Zaznaczył, że w Katowicach taki sprzęt jest wykorzystywany, a powietrze od tego w Tychach nie różni się.

„Samo posiadanie drona na pewno nie poprawi jakości powietrza” – powiedział Andrzej Dziuba i dodał, że pieniądze na zakup drona lepiej wydać na szkolenie pracowników lub wymianę kilku kopciuchów w mieście. „Z tego będzie na pewno większy efekt niż z tego drona” – stwierdził. Dziuba mówił, że miasto będzie chciało bardziej edukować mieszkańców na temat tego, co można spalać w piecach.

„Dron jest bardziej PR-owskim pociągnięciem, niż tak naprawdę realnie wpływającym na jakość powietrza w mieście” – stwierdził Andrzej Dziuba.

„Poprawi jakość powietrza, skoro złapie 5 czy 10 takich delikwentów, którzy palą śmieciami, to zostaną wyeliminowani ponieważ dostaną karę i te powietrze będzie czystsze” – stwierdził radny Gołosz. Radny dodał, że podczas próbnych lotów dronem w Tychach, który został podany do publicznej wiadomości, część mieszkańców wygasiła piece. Z obawy przed wykryciem tego, co było spalane. Takie zachowanie miał mu potwierdzić jeden ze strażników miejskich biorących udział w akcji.

„Co się okazało, nikt nie palił, bo się bali wcześniejszego spalania różnymi śmieciami” – powiedział Marek Gołosz. Zakup sprzętu pozytywnie zaopiniowała Komisja Finansów Rady Miasta Tychy.