Andrzej Dziuba, prezydent Tychów i wiceprezydent Igor Śmietański / fot. Tychy24.net

Mieszkaniec pogroził wiceprezydentowi Tychów prokuraturą. Ten mieszkańcowi sądem. W tle mowa o kłamstwach, półprawdy i spór o dobro deweloperów nad dobrem mieszkańców. Do tego wyrok sądu korzystny właśnie dla tyszan, a niekorzystny dla tych, którzy chcą zabudować podmiejską dzielnicę. Miasto jednak wybrało stronę dewelopera i odwołuje się od wyroku wydanego przez sąd. Coraz bardziej rysuje się wizja ewentualnie ostatniej kadencji Andrzeja Dziuby na stanowisku prezydenta miasta – czyli totalnej zabudowy Tychów. 

Radni przegłosowali pod koniec zeszłego roku nowy plan miejscowy dla obszaru ulic Katowickiej, Jałowcowej, Zwierzynieckiej, Czarnej i Oświęcimskiej w Tychach. To obszar obejmujący około 50 hektarów z czego na 4 hektarach dopuszczono zabudowę wielorodzinną. To właśnie tę część uchwały unieważnił sąd. Według sądu plan miejscowy nie jest zgodny ze studium, które zakazuje budowy wielorodzinnej na obszarach podmiejskich. W rejonie ulicy Brzoskwiniowej miały powstać 3 kondygnacyjne budynki do wysokości 9,5 metra. Większość planu natomiast stanowi zabudowa jednorodzinna i szeregowa.

Miasto już odwołało się od wyroku sądu do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Mimo tego, że musi mieć na to zgodę rady. „Taka zgoda może nastąpić zastępczo, po prostu trzeba dosłać do sądu uchwałę rady miasta” – tłumaczył radnym miejski prawnik.  

Reklama

Dla części mieszkańców jest to ruch wymierzony na to, żeby w czasie kilkuletniego postępowania sądowego zabudować omawiany teren, a w razie przegranej za wiele z wybudowanymi mieszkaniami nie będzie można zrobić.  

Na Komisji Infrastruktury Miejskiej i Ochrony Środowiska omawiano projekt uchwały odwołujący się do NSA od wydanego wyroku przez sąd niższej instancji (Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach – WSA).

„Po analizie uzasadnienia tego wyroku, doszliśmy do przekonania, że wyrok ten jest wadliwy zarówno w sferze proceduralnej jak i w sferze merytorycznej, w związku z czym chcielibyśmy żeby został skontrolowany przez Naczelny Sąd Administracyjny do czego mamy prawo” – powiedział reprezentujący miasto radca prawny Miłosz Surdziel. Co ciekawe, WSA stwierdził, że miasto odpowiadając na skargę do sądu nawet nie odniosło się w niej do meritum sprawy, czyli niezgodności planu ze studium. Teraz natomiast prawnik miejski mówi o sferze „proceduralnej i merytorycznej”. 

Miasto ma prawo…wiceprezydent przeprasza

„Uważamy z panem mecenasem, że wyrok, który zapadł jest wadliwy i mamy prawo do takiej oceny” – powiedział wiceprezydent Igor Śmietański, który za chwilę tłumaczył się ze swojego mijania się z prawdą. Wiceprezydent kilka razy powtarzał na sesjach i komisjach, że skład sędziowski nie był jednomyślny w tej sprawie. Generalnie starał się jak mógł, żeby zmiękczyć bolesny cios zadany miastu przez wyrok niezależnego sądu. 

„Przyznaję się, zagalopowałem się. Nie wynika to, ze złej mojej woli, tylko z mojego doświadczenia właśnie sądowo-administracyjnego. Ponieważ sądy rzadko długo debatują nad orzeczeniem, w tej sprawie sąd pozwolił sobie na dłuższą naradę i to była moja wolna interpretacja sytuacji, która mogła mieć miejsce” – mówił Śmietański. Z tym, że powtarzał to kilka razy, trudno tutaj wykluczyć udział świadomości. 

„Jeżeli trzeba to używam słowa przepraszam” – dodał wiceprezydent. 

Skarga, prokuratura i oskarżenia o kłamstwo 

W skardze do NSA miasto powołało się na uchylone pozwolenia na budowę przez wojewodę. Co zdaniem mieszkańca, Leszka Bąka jest nadużyciem. To on zgłosił w imieniu mieszkańców ulicy Brzoskwiniowej sprawę do sądu pierwszej instancji i wygrał z miastem. Natomiast na komisji prawnik miejski stwierdził, że to właśnie sąd powinien rozstrzygnąć sprawę, a nie „druga strona tego sporu”. 

„Pan Leszek reprezentuje mieszkańców, którzy się z tym nie zgadzają (chodzi o zabudowę Czułowa – red.). A tutaj miasto reprezentuje jakiegoś jednego inwestora. Ja nie wiem, o co w tym chodzi. Jeśli jest wyrok sądu z Gliwic, jeśli się uprawomocni, czyli gmina nie złoży skargi kasacyjnej, to ten wyrok wejdzie w życie i po prostu te bloki tam nie powstaną” – powiedział Dariusz Wencepel, radny Tychy Naszą Małą Ojczyzną. „Nie wiem w czyim interesie jest ta uchwała, napewno nie mieszkańców Czułowa” – dodał. 

Ostatecznie radni większością głosów rajców prezydenta Andrzeja Dziuby i KO przegłosowali skargę, teraz będą głosować na sesji rady miasta. Jeszcze przed końcem komisji doszło do ostrego sporu pomiędzy wiceprezydentem Tychów i jednym z mieszkańców. 

„Pan powiedział nieprawdę na sesji Rady Miasta dwa razy. Pierwsze, że ma pan jakąś wiedzę jak to wygląda, drugie pan powiedział, że nie ma sporu z mieszkańcami odnośnie tych bloków. Pan ordynarnie nakłamał radnych” – powiedział Mateusz Śmiglewski, mieszkaniec Tychów związany z Konfederacją.

Przewodniczący komisji Sławomir Sobocinski (radny związany z prezydentem Andrzejem Dziubą) przerywał mieszkańcowi, groził odebraniem głosu. „Nie obrażamy innych ludzi” – mówił. 

„Jeżeli jeszcze raz pan powie, że ja kłamie to będzie pan miał odpowiedzialność cywilną” – stwierdził wiceprezydent Śmietański. 

„Tę sprawę dajemy do prokuratury, zobaczymy co ona powie” – odpowiedział mieszkaniec.