Tychy: 74-latek zgotował piekło sąsiadom. Od lat groził im śmiercią i urządzał burdy. Teraz podpalił mieszkanie
74-latek zgotował piekło sąsiadom. Od lat groził im śmiercią i urządzał burdy. Teraz podpalił mieszkanie i został zatrzymany przez tyskich policjantów, którzy prowadzą z nim dalsze czynności. Mieszkańcy mówią, że policja od lat przyjeżdża i interweniuje wobec mężczyzny, chodzą po sądach, efektów nie ma żadnych. Mężczyzna eskaluje, teraz podpalił mieszkanie, a lokatorzy bloku, w którym mieszka, pytają wprost – czy musi dojść do tragedii jak wybuch na ulicy Darwina, żeby ktoś w końcu im pomógł? „ Czy on musi, nie wiem, odkręcić gaz tak, żeby pół bloku wybuchło, by ktokolwiek zareagował” – mówi jedna z mieszkanek w rozmowie z Tychy24.net.
Posłuchajcie, co powiedzieli nam mieszkańcy bloku przy al. Piłsudskiego:
Feralny pożar w mieszkaniu miał miejsce w piątek. „Około godziny 17.40, dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Tychach otrzymał informację o pożarze, do którego doszło w jednym z budynków mieszkalnych przy alei Piłsudskiego w Tychach. Ogień pojawił się w mieszkaniu znajdującym się na 8. piętrze 11-kondygnacyjnego budynku” – przekazał nam Marcin Gącik z tyskiej policji. „Na miejsce natychmiast skierowani zostali policjanci oraz strażacy. Mundurowi, którzy prowadzili czynności na miejscu zdarzenia, wstępnie ustalili, że ogień w mieszkaniu miał rozpalić 74-letni mieszkaniec. W wyniku zdarzenia doszło do zadymienia lokalu. Policjanci zatrzymali 74-latka. Obecnie funkcjonariusze prowadzą dalsze czynności i gromadzą materiał dowodowy, który pozwoli dokładnie wyjaśnić okoliczności oraz przebieg zdarzenia” – dodaje.
Strażacy zakwalifikowali zdarzenie jako podpalenie. Mężczyzna w sypialni zgromadził przedmioty i miał je podpalić. Szczegóły zdarzenia będą wyjaśniać mundurowi z tyskiej policji.
„Na obecnym etapie śledczy sprawdzają między innymi, czy zachowanie mężczyzny mogło wyczerpywać znamiona sprowadzenia zdarzenia powszechnie niebezpiecznego. O dalszym kierunku prowadzonych czynności zdecydują zgromadzone dowody” – mówi Gącik.
Mieszkańcy od lat żyją w strachu
Jak się okazało, lokator od lat budzi strach wśród sąsiadów, zrzuca butelki z 8. piętra, grozi im śmiercią, urządzał całonocne burdy.
„ Kiedyś już odgrażał, że nas po prostu załatwi, bo to jest co tydzień. Są jakieś jego takie wybryki, że on zawsze jak popije, to potem drze się i Bolszewickie k…wy, świnie i inne takie” – mówi nam jeden z mieszkańców. Jego żona dodaje, że mężczyzna mówił wprost, że ich spali.
„ Czy u nas musi się wydarzyć tragedia, tak jak właśnie we wszystkich potem programach oglądamy? Czy on musi, nie wiem, odkręcić gaz tak, żeby pół bloku wybuchło, by ktokolwiek zareagował” – mówi inna mieszkanka.
Lokatorzy boją się z nim jeździć windą, dzieci boją się wracać do domu, gdy ten urzęduje na klatce.
„ Nie dyskutujcie ze mną, bo ja was wszystkich wysadzę” – krzyczał mężczyzna na klatce w trakcie jednej z burd. Nagrali to mieszkańcy. To właśnie nagrania stanowią dowody w sądzie, bo 74-latek sam założył jednemu z sąsiadów sprawę o nękanie. Swoją niewinność sąsiad udowodnił właśnie nagraniami.
„ Ja wczoraj powiedziałem policjantom, ja mówię: „Czekacie, aż dojdzie do tego, że będzie tak jak na D”. Tak. Będzie jebudu i będzie po wszystkim, wtedy potem się dopiero zacznie. Kurczę, co się stało? A sytuację z D znam, bo mieszkał tam mój znajomy, piętro nad tym, co wywaliło. I gość z dnia na dzień został bez środków do życia. Myśmy w pracy zbierali kasę na to, żeby gość mógł se lodówkę kupić” – mówi nam jeden z mieszkańców.
„ Za chwilę wybuchnie tutaj coś w bloku, będzie gorsza tragedia się stanie, no to wtedy uznamy go za niepoczytalnego. Natomiast no to dlaczego aparat tutaj państwowy w żaden sposób wcześniej nie zadziała, żeby nam, mieszkańcom, sąsiadom zapewnić komfortowe i bezpieczne warunki mieszkania?” – pyta jedna z lokatorek.
Krzyki mężczyzny, który mieszka na 8. piętrze, słychać na parterze i w sąsiednich blokach. Mieszkańcy mówią też, że 74-latek zrzucał z balkonu butelki po piwie na chodnik. Inny świadek opowiada, jak zrzucał worek z wodą, a ten omal nie trafił małego dziecka.
Tyska policja prowadzi czynności w sprawie i gromadzi kolejne materiały dowodowe przeciwko mężczyźnie. Lokatorów wzywano, żeby składali zeznania. Ci rozważają też złożenie wniosku o zakaz zbliżania się dla mężczyzny.
O dalszym rozwoju sprawy będziemy informować.

Tychy24.net