Sesja Rady Miasta Tychy / fot. Tychy24.net

Radni powinni się lepiej, albo w ogóle przygotowywać do sesji Rady Miasta Tychy. Podczas ostatnich obrad słychać i widać było, kto wie o czym mówi, kto mówi dla samego mówienia, a kto nie ma kompletnie pojęcia o czym mówi. Nie da się ukryć, że poległa w Tychach opozycja i to dość mocno sama siebie rozłożyła na łopatki. Prym wiedli obecni i byli działacze PiS. Sławomir Wróbel, Aleksandra Wysocka-Siembiga i Grzegorz Kołodziejczyk. 

W październiku ubiegłego roku do miasta wpłynął wniosek inwestora firmy Inbud, która na ulicy Kopernika chciała postawić 4 bloki. Inwestycja jest realizowana w ramach specustawy mieszkaniowej – czyli „lex deweloper”. Ta pozwala na budowanie z pominięciem planu miejscowego, ale inwestycja musi być zgodna ze studium. Teren był prywatny. To właśnie dyskusja nad tą uchwałą obnażyła nieprzygotowanie tyskich radnych. 

Po pierwsze, Sławomir Wróbel złożył wniosek o przeniesienie procedowania uchwały na przyszły miesiąc – powodem miało być m.in. to, że rajcy nigdy wcześniej nie pracowali nad uchwałą w trybie „lex deweloper”.  Uchwała pojawiła się po raz pierwszy na komisji kilka dni przed sesją i radni się z nią właściwie nie zapoznali. 

Reklama

Przewodniczący klubu PiS ostatecznie nie tylko wycofał swój wniosek, to później jeszcze zagłosował za uchwałą, której nie chciał w ogóle procedować. Barbara Konieczna, Przewodnicząca Rady Miasta Tychy wspomniała mu tylko, że terminy gonią, bo dokumenty czekały w urzędzie dobrych kilka miesięcy.

Natomiast zdecydowanie swoją obecność w trakcie dyskusji nad uchwałą zaznaczyła radna Aleksandra Wysocka-Siembiga (PiS). Pomimo tego, że przez kilka miesięcy wniosek leżał w urzędzie i na stronach Biuletynu Informacji Publicznej, to radna zapoznała się z nim niedawno. 

Radna zapytała ile inwestor zapłaci miastu za ten teren, a działka nie jest miejska tylko prywatna. Pytała też czy mogą tam powstać więcej niż te 4 bloki, a nie ma takiej możliwości, choćby z powodu planu miejscowego i samego wniosku. W końcu radna zaczęła się zastanawiać, czy inwestor przedstawiając wizualizację budowy, na którą pozwala plan miejscowy, na terenie który do niego należy, nie mógłby wybudować jednego bloku mniej. Bo w Tychach mamy inwestycje, gdzie bloki budowane są zbyt blisko siebie – zdaniem radnej. Tak faktycznie jest, ale na to pozwalają właśnie plany miejscowe dla określonego obszaru, uchwalone zresztą przez…radę miasta. 

„Czy nie warto byłoby tutaj zrezygnować z jednego budynku, z jednego bloku na rzecz tego, żeby ludzie w większym komforcie w naszym mieście mieszkali” – zastanawiała się radna, tak jakby to miasto było inwestorem. Z tym, że inwestorem jest prywatna firma. Mało tego, firma buduje praktycznie zgodnie z planem przyjętym wcześniej przez radę. Wykorzystanie w tym przypadku specustawy mieszkaniowej, sprowadza się praktycznie do budowy większego garażu podziemnego.

Radną edukował wiceprezydent Tychów Igor Śmietański, który przypomniał, że to Rada Miasta Tychy w 2018 roku uchwaliła plan dla tego obszaru. Tak więc na dyskusję na temat intensywności zabudowy jest za późno. Ta odbyła się 4 lata temu. „Dzisiaj ta dyskusja jest bezprzedmiotowa” – mówił Śmietański i zaznaczył, że podczas konsultacji z mieszkańcami nie było sprzeciwu (w 2018 roku). 

Pouczał kolegów

Kolejnym radnym, który zabłysnął podczas sesji był Grzegorz Kołodziejczyk, który już nie jest w PiS, a w klubie prezydenta Andrzeja Dziuby. Radny ostatnio bardzo osobliwie zareagował, gdy pytaliśmy go o zarobki w miejskiej spółce. W trakcie sesji radny zaczął pouczać swoich kolegów i filozofował na temat funkcjonowania miasta. 

„Miasto jest miejscem proszę państwa, gdzie jest ruch, gdzie są budynki wysokie, niskie. Ciągle dyskutujemy o tym, jak rozmawiamy o budownictwie na peryferiach miasta, to mamy problem, jak dyskutowaliśmy o zabudowie na Jana Pawła był problem, dyskutujemy o Kopernika” – mówił radny Grzegorz Kołodziejczyk. „Nie można ludziom układać życia lepiej niż układa je rynek” – tłumaczył radny. Z tym, że to nie rynek decyduje o tym, co na danym terenie może być zbudowane, tylko rada miasta, przyjmując w głosowaniach odpowiednie dokumenty. 

Tutaj warto przypomnieć, że na sesji w końcu radnemu Kołodziejczykowi odebrała głos przewodnicząca rady miasta – kończąc jego przydługawy wywód. Prosiła go, żeby nie pouczał radnych. „Jeżeli państwu to nie odpowiada, to nie muszę tutaj zabierać głosu” – podsumował swoje wystąpienie Kołodziejczyk.

Po sesji radny wysłał wiadomość SMS do Tychy24.net. 

„Pisze Pan, że Wróbel z PiS składa pismo będzie walczył z jak Pan to nazwał „patodeweloperką” i co Pan Wróbel był za. I jaki wniosek trzeba Cię w mediach znowu obśmiać! Ja słowa dotrzymuje jak Sophie Marceau!” – napisał we wiadomości radny Kołodziejczyk. Cóż, czasem się jest jak Sophie Marceau, a czasem jak „Robert Bzyk”. 

Czasami faktycznie trudno nie odnieść wrażenia, że diety radnych w Tychach są zbyt wysokie. Niezależnie od tego jakie by były.

Radni przegłosowali „lex deweloper” w Tychach. Powstaną 4 bloki. „Nie można ludziom układać życia lepiej niż układa je rynek”