Śmigłowiec LPR w Tychach / fot. Policja

Helikoptery LPR ciągle nie mogą lądować w Tychach po zmroku. To niestety nie jest dobra wiadomość dla mieszkańców Tychów. W razie braku karetki naziemnej do potrzebujących pomocy kierowana jest załoga LPR – z tym, że w Tychach od wielu lat nie ma tzw. gminnego lądowiska, która pozwoli na lądowanie załogi LPR po zmroku. Ma to swoje konsekwencje.

Takie lądowiska mają ościenne, znacznie mniejsze od Tychów, gminy – choćby Bieruń ma dwa. W Tychach na początku marca doszło do bardzo niebezpiecznego zdarzenia. Po godzinie 19.00 wezwano pomoc dla 3-letniej dziewczynki na ulicy Tetmajera. Nie było wolnej karetki, która mogłaby pomóc, dlatego zdecydowano się użyć załogi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Z powodu braku gminnego lądowiska, do duszącego się dziecka załogę LPR z Katowic transportowali do Tychów strażacy.

Dziecko ostatecznie w asyście lekarza zostało przetransportowane do szpitala w Katowicach-Ligocie, samochodem należącym do rodziców.

Powstanie lądowiska jest w gestii miasta.

„Tutaj mam ogromny żal do miasta i prośbę żeby tę sprawę załatwić jak najszybciej, bo nie chodzi tylko o dzieci, nie chodzi o mnie, ale każdy będzie w tej samej sytuacji, albo nie daj Boże dziecko. To się może skończyć tragicznie” – mówił w rozmowie z Tychy24.net jeszcze w marcu, Marcin, ojciec dziewczynki.

Miasto ostatecznie postanowiło zająć się tematem gminnego lądowiska. W połowie kwietnia informowaliśmy, że wybrano na nie teren przy Miediatece. Z tym, że teren musi jeszcze sprawdzić geodeta. Od tego czasu urząd ostatecznie wybrało firmę, która ma pójść w teren i dokonać stosownych pomiarów.

Na chwilę obecną wiadomo jedynie, że ma się to zadziać w ciągu najbliższych kilku dni.